Witaj,
Gościu!

Wywiad z Dawidem Dłubałą - tatuażystą i właścicielem studia Pain Ink

Tatuażysta z małego miasta, ale za to z dużymi umiejętnościami, właśnie tak w telegraficznym skrócie opisałbym Dawida i jego działalność związaną ze studiem tatuażu Pain Ink w Rawiczu. Na wstępnie zaznaczę, że mieliśmy przyjemność poznać się osobiście przy sesji tatuażu i z tej okazji ucięliśmy sobie dość długą pogawędkę, która stała się furtką do niniejszego wywiadu. Zapraszam do poznania tatuażysty, który nie zamyka się w jednym nurcie i potrafi wykrzesać w swoich pracach naprawdę wiele ciekawych motywów.

tatuażysta Dawid Dłubała

1. Witam cię serdecznie Dawidzie! Chciałbym zacząć od klasycznego pytania, mianowicie kiedy i w jakich okolicznościach wstąpiłeś na drogę tatuażysty?

Cześć! Był to czas w którym musiałem zadecydować, jaki kierunek obiorę wchodząc w dorosłe życie. Było to około 18 lat temu. Umiałem jedynie rysować, a to i tak na tamten moment moim zdaniem bardzo średnio. Prócz rysunku bawiłem się jeszcze w muzykę, choć to też zdecydowanie za dużo powiedziane. W każdym bądź razie oba kierunki nie wróżyły stabilnych zarobków, a do pracy fizycznej jakoś szczególnie mnie nie ciągnęło.

No i pewnego dnia mój starszy o półtora roku brat Oskar (którego pozdrawiam) zrobił sobie swój pierwszy tatuaż na 18 urodziny. Była to czarna pantera na łopatce. Spodobało mi się to dzieło i właśnie wtedy zakiełkowała w mojej głowie myśl, żeby spróbować swoich sił w tym temacie. Nie ukrywam, jakoś szczególnie poważnie nie brałem pod uwagę, że będzie to mój sposób na życie. Chwilę bawiłem się w naukę na świńskiej skórze maszynkami własnej konstrukcji. Tego typu skóra, jednak bardzo szybko wysychała, a nie miałem wówczas wiedzy jak temu zaradzić. Szczególnie, że inżynier był ze mnie niskich lotów, bo moje samodzielnie robione maszynki szybko odmawiały współpracy. Na swoje 18 urodziny za zarobione pieniądze kupiłem swój pierwszy zestaw z chińską maszynką i zacząłem tatuować znajomych.

Początkowo za darmo, a później, żeby było na piwko i inne głupoty. Z czasem przychodziło coraz więcej znajomych i znajomych znajomych i tak to się kręciło jakąś chwilę. Po kilku latach gdy zaczynałem w końcu trochę poważniej podchodzić do życia pojawiła się szansa na otwarcie własnego studia. Mi osobiście brakowało wiary, że to może wypalić, ale poszedłem za namową bliskich i jak się okazało, kalendarz zapełnił się bardzo szybko.

2. Aktualnie w twoich pracach widać całkiem sporą różnorodność. Wykonujesz czarno-białe oraz kolorowe tatuaże i widać, że w obu stylistykach czujesz się dobrze. Jednak muszę zapytać, jaka stylistyka odpowiada tobie jako artyście najbardziej?

Najbardziej odpowiada mi praca w czerni i bieli. Lubię zabawę cieniem i teksturą. Z racji, że praktycznie zaczynałem od motywów opartych na cieniowaniu to czuję się na tym gruncie bardzo swobodnie.

duży tatuaż kwiat lotosu na plecach kobiety

3. Czy realizm był obecny od samego początku w twoich tatuażach? Często spotykam się z odzewem od artystów, że zaczynali raczej od prostszych wzorów np. tradycyjnych oldschoolowych lub graficznych i dopiero później zmienili swój styl.

Zupełnie, na samym początku robiłem to co było do zrobienia, a motywy mniej lub bardziej realistyczne były tym czego najczęściej oczekiwali trafiający pod moją igłę ludzie. Jednak mimo to już rysując w szkolnych zeszytach bardzo lubiłem cieniować długopisem i cieniowanie maszynką również sprawiało mi dużo przyjemności w przeciwieństwie do wbijania solidnych linii.

4. Pytam o to, bo realistyczne tatuaże wydają się dla wielu osób formą ostateczną, czegoś czego już nie da się przeskoczyć. Mówię tu w szczególności o klientach - zwykłych zjadaczach chleba, dla których odwzorowanie na skórze wzoru w jakości zdjęcia wywołuje opad szczęki. Obydwaj wiemy, że nie do końca tak jest w rzeczywistości i inne style również wymagają ogromu umiejętności. Jak ty patrzysz na tę kwestię?

Rzeczywiście wielu ludzi tak postrzega realizm w tatuażach, a już od strony technicznej nie koniecznie tak to wygląda. Choć podkreślam, że solidne wbicie realizmu, tak żeby ten nie stracił uroku za 5-10 lat tracąc ostrość, głębie i nasycenie również wymaga odpowiednich umiejętności. Jednak jak wspomniałem wbijanie linii dla mnie było technicznie trudniejsze. W szczególności przy sprzęcie jaki posiadałem na początku, ale i dzisiaj nieraz wymaga to dużo większego skupienia jak zabawa cieniami.

Pociągnięcie jednej równomiernie wbitej prostej linii idącej wzdłuż ręki od nadgarstka poprzez łokieć aż do barku to nie lada wyzwanie. Oldschoolowe motywy mogą wydawać się proste, ale technicznie linie muszą tam być wbite idealnie, a wszelkie wypełnienia siedzieć na blachę jeśli ma to mieć swój urok, co niekoniecznie jest takie proste.

Poza tym pomijając aspekty związane z wykonaniem tatuażu to liczy się także sam projekt. Przy realistycznych motywach, gdzie sklejasz projekt ze zdjęć z internetu, nie ma co ukrywać nie potrzeba zbyt dużo kreatywności i wyobraźni. Co innego jak ktoś takowe rysuje od zera z głowy lub łączy je w naprawdę oryginalny sposób bawiąc się formą. Jednak narysowanie czegoś choćby banalnie prostego formą, co będzie miało swój własny wyróżniający się charakter jest moim zdaniem rzeczą o wiele bardziej wymagającą, niż sklejenie zdjęć z internetu, a to również wchodzi w składowe tworzenia tatuaży i należy to doceniać.

tatuaż cyberpunkowy

5. Lubujesz się w realizmie i cieniowaniu, ale zauważyłem, że zdarza ci się skręcać w stronę innych, powiedzmy bardziej graficznych rzeczy. To wynika z preferencji klientów, czy sam szukasz urozmaicenia do swojego portfolio?

Tak, zdarza mi się odbić w inne style i to wynika z mojej potrzeby urozmaicenia. Lubię, co jakiś czas zrobić coś inaczej. To pozwala mi zresetować kreatywność i wrzucić ją z powrotem na obroty, gdy już się zaczynam nudzić tym co na ogół robię. Stąd też taki trochę brak spójności w moim portfolio.

Zdaje sobie sprawę, że dużo lepiej na zasięgi i rozpoznawalność działa trzymanie się jednego konkretnego charakteru prac, ale nie potrafię się na razie do tego zmusić. Przez to też szykuje się do otworzenia nowych osobnych profili na mediach. Może to pomoże mi dotrzeć z innymi tematami do odpowiednich odbiorców. Czas pokaże.

6. Jesteś nie tylko tatuażystą, ale również właścicielem studia Pain Ink w Rawiczu. Powiedz mi jak wygląda robienie tatuaży w bardziej prowincjonalnej okolicy? Czy bycie niejako między młotem a kowadłem, czyli Wrocławiem i Poznaniem bardziej pomaga w zdobywaniu klientów, czy wręcz odwrotnie?

Szczerze mówiąc brak mi porównania, żeby móc to jakkolwiek ocenić. Ja zawsze korzystałem głównie z poczty pantoflowej i ta działa bardzo dobrze i jestem bardzo wdzięczny wszystkim, którzy mnie polecają.

Zaczynam jednak coraz częściej skupiać się na promocji w mediach społecznościowych. Przez moje wcześniejsze podejście, na ten moment ciężko mi dotrzeć do osób zainteresowanych moimi bardziej mrocznymi lub geometrycznymi autorskimi projektami. Ciężko jest mi ocenić, czy problem ten wynika z miejsca położenia mojego studia tatuażu, czy też z tego, że konsekwentnie olewam ogarnianie mediów społecznościowych. Mam nadzieję, że w końcu się z tymi mediami ogarnę i poznam odpowiedź na zadane przez ciebie pytanie.

tatuaż uśmiechnięty trikster

7. Ja przyjechałem do ciebie aż z Warszawy, po tym jak znalazłem twój profil tutaj na Dziarowni. Czy myślisz, że w dzisiejszych czasach oprócz prowadzenia sociali w internecie można klientów zdobyć na inny sposób?

Bardzo doceniam, że wybrałeś się do mnie taki kawał drogi. To jest dla mnie naprawdę spore wyróżnienie. Jasne, że uważam, że można zdobyć klientów na inne sposoby. Wszyscy jesteśmy dzisiaj trochę przesadnie zapatrzeni w sociale, które konsekwentnie i coraz bardziej utrudniają życie artystom i ogólnie nie zmierzają w moim odczuciu w najlepszym kierunku.

Sądzę, że założenie konta na alternatywnych portalach jak Wasz, czy też bardziej bezpośrednie formy marketingu są również cennym sposobem na pozyskanie nowych klientów.

8. Guest spoty i konwenty, porozmawiajmy chwilę o tym. Jak zapatrujesz się na tego typu wydarzenia i czy w ogóle można ciebie na nich spotkać?

Jeśli chodzi o guest spoty w innych studiach tatuażu, to chętnie się wybiorę. Niestety warunki współpracy w miejscach, gdzie brałem pod uwagę się udać, były jak dla mnie nie do przyjęcia. Oddanie połowy zarobku w sytuacji, kiedy całkowicie samodzielnie musiałbym zrobić promocję na mediach, nie mówiąc już o kosztach noclegu i podróży, to w moim odczuciu lekka przesada. Może, źle trafiłem, a może i wygląda to inaczej jeśli się ma znajomości w jakimś studiu lub sporą rozpoznawalność w branży. Ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, na pewno nie zamykam się na możliwość ewentualnej współpracy w innym mieście niż Rawicz.

Co do konwentów to byłem na czterech, gdzie na jednym z nich udało mi się zdobyć nagrodę: 3 miejsce za zagojony tatuaż graficzny. Jednak z racji, że klientów mam głównie z okolic swojego miasta to były nieraz problemy, żeby dotarły osoby z tatuażami, jakie akurat chciałem wystawić w konkursach. Dziękuję wszystkim, którzy dali radę się zjawić. To dla mnie naprawdę wiele znaczy. Mimo to raz miałem sytuację, gdzie z sześciu rękawów mogłem wystawić tylko jeden i związane z tym problemy mocno mnie zniechęciły.

Jako, że jestem jedynym pracownikiem swojego studia, to z kolei tatuując na konwencie tracę możliwość rozmowy z potencjalnymi klientami i koniec końców za wiele mi te imprezy nie dały. Na pewno wygląda to inaczej jeśli ma się większą załogę. Gdyby patrzeć na to pod kątem zdobywania nowych znajomości w branży, to pewnie ma to sens, jednak tak jak wspomniałem, będąc sam na konwencie, nie oderwę się od stanowiska, natomiast na aftery po całym dniu pracy zazwyczaj nie miałem już siły.

tatuaż kolorowy realistyczny predator

9. Jeśli chodzi o prowadzenie studia tatuażu w pojedynkę, to jakie wady i zalety byś wskazał w takim rozwiązaniu? Bo z pewnością ma to swoje jasne, jak i ciemne strony.

Zaczynając od zalet, to na pewno komfort pracy, swoboda działania i atmosfera, w której można sobie zupełnie na spokojnie porozmawiać. Nie raz klienci mi mówili, że czują się dzięki temu raźniej, niż jakby w koło miało być jeszcze kilka stanowisk. Można dzięki temu lepiej poznać się z ludźmi. Często przewijają się jakieś ciekawe, życiowe tematy, a ja to bardzo lubię. Można powiedzieć, że tatuażysta to taki fajniejszy terapeuta, bo nie dość, że wszystkiego wysłucha, to jeszcze zaserwuje fajną dziarę. Dodałbym do tego jeszcze to, że można się bardziej zrelaksować, gdy dookoła nie ma gwaru, a to duży plus w tych bolesnych okolicznościach. Z tym bólem to żartuję, bo jak powszechnie wiadomo, to tatuaże oczywiście wcale nie bolą. Wbijajcie śmiało!

Jeśli chodzi o wady, to przydałby się czasem ktoś, kto strzeliłby jakąś fotkę przy pracy i machnął jakiś szybki filmik, żeby było więcej materiału do wrzucania na media. Byłoby też dużo lżej w przypadku wyjazdów na konwenty, które w pojedynkę dla mnie średnio się sprawdzają. Mimo wszystko cenię sobie spokój i na razie tak mi dobrze, ze wszystkim sobie na spokojnie radzę.

Na koniec chciałbym zapytać o twoje ulubione miejsce na ciele do tatuowania oraz o to skąd jako artysta czerpiesz inspiracje do tworzenia swoich projektów tatuaży?

Co do miejsca to chyba biceps od wewnętrznej strony. Natomiast jeśli chodzi o kwestię inspiracji, to po prostu chłonę, to co mnie interesuje i mi się podoba, a później pozwalam, żeby mózg podrzucał mi różne wizje. Staram się mu w tym za dużo nie przeszkadzać i zawsze wychodzi z tego coś, co można później przełożyć na tatuaż.

tatuaż gitary w rozdartej skórze

Dziękuję ci za rozmowę. Dawida i jego studio Pain Ink znaleźć można w Rawiczu. Zapraszam też do sprawdzenia jego profili w mediach społecznościowych, gdzie zobaczycie tatuaże jego autorstwa i oczywiście umówicie się na sesję.

Dawida i jego studio Pain Ink znajdziecie klikając tutaj:

Instagram: paininktatt

Facebook: PAIN INK studio tatuażu Rawicz

Warto przeczytać: Co wpływa na cenę tatuaży?

O autorze
macur14

macur14

Jestem pasjonatem tatuaży, u którego z roku na rok zaczyna brakować wolnych miejsc na skórze (i jest mi z tym bardzo dobrze). Interesują mnie wszelakie tajniki tej sztuki, dlatego wciąż dowiaaduję się czegoś nowego, czytając, oglądając filmy lub po prostu rozmawiając z ludźmi mającymi podobną zajawkę na tatuaże jak ja.

Swoją wiedzą dzielę się na blogu Dziarowni. Spotkać można mnie również na tutejszym forum, gdzie w miarę możliwości odpowiadam na pytania użytkowników, którzy nigdzie indziej nie znaleźli odpowiedzi. Na co dzień robię też parę innych bardziej lub mniej ciekawych rzeczy, niekoniecznie związanych z tatuażami.

Współpraca: [email protected]

Dodano: 28.04.2026